Once 2009-01-17 20:41:41

   Poszłam sobie na koncert muzyki pewnej modnej ostatnimi czasy mniejszości narodowej, w ramach Jakiegoś Dnia. Podobało mi się, podobało. Melodie, niezrozumiała, ale piękna liryka, sporadyczne wielogłosy, skrzypce do iskier i bębny z hukiem. I chociaż przy zamkniętych oczach czułam nostalgię, to muzyka na wskroś radosna.
   Na owym koncercie dały mi się we znaki moje stałe bolączki pt. za dużo gadania, po co tyle gadać, po co się zaplątywać w słowa własne, które nic nie wznoszą, po co ćwiczyć parafraze. Powiedzcie mi, proszę, co trzeba, a potem dajcie wołać muzyce. Druga bolączka to inni ludzkie, którzy drażnili, bardzo, bo się obracali, bo jedna pani ciągle poprawiała sobie sztuczna szczękę i miała brude włosy, bo jakiś dziadek się spóźnił i stał nad moim krzesełkiem,a przecież ja specjalnie przyszłam wcześniej, żeby mieć miejsce,więc czy i on nie mógł? A cała reszta klaskała po każdym utworze, co też mnie denerwuje, bo przecież ja-snob, utrzymuję, że klaskać trzeba raz,a dobrze, na koniec. Za to moj problem to nie porafienie wczucia się w muzykę, nie umiem dać się ponieść i chociaż w środku mi wszystko krzyczy, w dupie mam dwa kije, które należycie uniemożliwiają wszelaką aktywność, podkreślającą radość z odbioru, integrownie się z tym, co słyszę. W połowie koncertu przyszły ortodoksyjni przedstawiciele owej mniejszości narodowej. Ach, jak oni się wczuwali. Jak im się wszystko ruszało, jak pięknie cieszyli się ze swojej muzyki. I tu ta swojość mnie uderzyła. Bo przecież dla wielu moja, polska muzyka jest etniczną ciekawostką. A ja, gdybym ją usłyszała być może potrafiłabym zaklaskać w odpowiednim miejscu. I cieszyć się z niej?

   Muzycznie bardzo pokrywało mi się z tym, co dzieje się we mnie, dookoła mnie cały czas. To nawet śmiesznie tak uczestniczyć we własnym życiu.

skomentuj (4)

Too much heaven on their minds 2008-12-24 13:23:30

 Pepeg powiedział: napisz coś na blogu. To piszę. Może mi to zająć czas przecież. Zajmowanie czasu jest teraz bardzo pożądane. Pepeg powiedział mi to przy okazji próby ogarnięcia trudów świata przez telefon. Stałam przed furtką mojego domu (tą furtką, która tyle razy zatrzaskiwała się za mną, a ja głupia, niczego nieświadoma, beztrosko biegałam zdobywać życie) i nawet płakać się nie chciało tak bardzo jak powinno.
   Kiedyś już pisałam jedno opowiadanie, gdzie Pepeg był siłą sprawczą. Oprócz niego i J. nikt opowiadania nie przeczytał, bo zbyt intymne problemy tam były. No chciałabym mieć takie problemy jak wtedy. Chciałabym, żeby było beztrosko jak wtedy.
   Wczoraj w nocy, przerwacając się z boku na bok, zastanawiałam się, co bym chciała najbardziej. Gdyby jedno chciałabym mogło się spełnić. Myślę, że wymyśliłam w końcu. Egoistycznie i po prostu.

CHCIAŁABYM - SPEŁNIJ SIĘ!

   W ostatnim czasie wyszło też na wierzch kilka: nigdy nie sądziłabym.  A Wam powiem tylko, że nigdy nie sądziłabym ,żę jedna z piosenek JCHS stanie się mi tak bliska. Tak bardzo bliska.

skomentuj (3)

Utopię waszą utopie. 2008-03-19 14:10:38

 Po wykonaniu sobie grzywki, której nigdy nie chciałam mieć, bo jest przecież beznadziejna, moja twarz musiała nabrać nowego wyrazu - i choć wcześniej nie cierpiałam wybitnie z powodu jakiegoś odpychającego od siebie inne istoty ludzkie oblicza, tak teraz to nie-odpychanie się spotęgowało, zamieniło w przyciąganie i regularnie jestem częstowana jakimiś miłymi uwagtami na temat życia, polityki, kursowania tramwai i związków między przyjazdem tychże, a usadzeniem dupska na ławeczce, młodzieży, mojego rodzimego miasta, aż w końcu niewinnych pytań dotyczacych najbliższego sklepu z jeansami. Dziewczęta uczelniane krzyczą na mnie, że to nic dziwnego, że tak mam, skoro się uśmiecham do ludzi. Wykonuję jawną zachętę i wstyd mi trochę, bo rzeczywiście uśmiecham się, ostatnio testowałam jednego pana, co to widzialam, że śmiałby się razem ze mną ze wspołpasażera, ale był dostojny i nie chciał, więc próbowałam go zmusić moim pięknym uśmiechem, ale poniosłam klęskę. Usprawiedliwiam się tylko tym, że okazalo sie, ze nie jest az tak na poziomie jak sadzilam, bo potem gadal z jakas kobieta (pewnie swoja zamezna kochanka,bo jakzeby inaczej) o rozliczeniu podatkowym, gadał pod kątem bardzo materialistycznym - nie pasowało mi to do mojej wizji. Innym z kolei problemem jest to, że nigdy nie wiem, co takim ludziom odpowiadać (chyba że akurat wiem, gdzie jest sklep z jeansami), jestem ostatnią osoba nadająca sie do pogaduszek o niczym i naprawdę aż tak bardzo nie chcę wiedzieć, że kiedyś studenci z innych państw służyli li tylko jako ozdoba szarości prlowskiej rzeczywiusotsci. Przeproawdzilysmy zreszta z Agata na ten temat rozmowe, ze mamy podobnie, ze ludzie sa denerwujacy, a my niekomunikatywne (ot, takie zbuntowane nastolatki, stare dupy, nauczycielki polskiego,boszszsz). Z Agatą se szłam przez wrocławskie zawiane osiedla, ażeby korzystać u niej z internetu, bo mi wspólokatorka zalała modem. Zaraz po tym, jak zapuściła mieszkanie, jej kot doprowadził mnie do białej gorączki, sąsiadka opieprzyął włąśnie mnie za maltretowanie tegoż kota (sic!). A i tak to ja mam wyrzuty sumienia, że zwracam uwagę. Takim to oto jestem dobrym człowiekiem.

Se załatwiłam praktyki we własnym osobistym gimnazjum, co to jeszcze końcówka tegoż załapała się na tego bloga. Chyba zaczynam się czuć tak troszkę stara. No bo halo?

skomentuj (5)

Księga Gości

Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!